Mistrzostwa Świata w
Lipsku - na pewno zapamiętam je do końca
życia. Biłam się naprawdę dobrze. Najważniejsze że potrafiłam
się odpowiednio skoncentrować i zmobilizować po kolei do każdej
walki i... tak też było. Wszystkie walki wygrywałam wysoko,
choć przeciwniczki nie były łatwe. Rywalizację zaczęłam od
wygranej z Panuszka z Austrii
15:6,
następna walka to Szwajcarka Romagnioli i tutaj wynik też 15:6,
o wejście do czołowej 8 zawodów musiałam stoczyć bój z niezwykle
utytułowaną zawodniczką
Anną Sivkovą z Rosji (numer 3 listy Światowej przed zawodami
w Lipsku) 9:7. Walka o
strefę medalową to spotkanie z kolejną utytułowaną zawodniczką
tym razem Włoszką Cristina Cascioli 15:6. W tym momencie wiedziałam, że mam już medal, mój pierwszy
medal Mistrzostw Świata. Po tej walce nastąpiła przerwa w zawodach
i miałam czas na zregenerowanie sił i przygotowanie się do
następnej walki. Znalazłam się w czołowej czwórce zawodów.
Przed kibicami w hali w Lipsku zaprezentowano mnie i trzy pozostałe
zawodniczki, wśród których byłam zdecydowanie najmłodsza. Razem
ze mną stanęły: Laura Flessel-Colovic - 34 letnia Francuska,
vice Mistrzyni Olimpijska z Aten, jak również wielokrotna medalistka
Mistrzostw Świata i Europy, Sherin Mackay to sklasyfikowana
na 5 miejscu listy FIE zawodniczka z Kanady, zwyciężczyni wielu
Pucharów Świata, finalistka Mistrzostw Świata oraz Marika Vosu z Estonii, również bardzo dobra zawodniczka, Medalistka Mistrzostw
Świata i Europy.
W pierwszym półfinale zmierzyły się Laura Flessel-Colovic i Marika Vosu. Estonka
wygrywała cała walkę, ale w końcówce Flessel zdołała zadać jeszcze kilka trafień
i doprowadzić do dogrywki. W minucie górą była Vosu i to ona wygrała pierwszy
półfinał 13:12.
Moja walka to drugi półfinał. Stanęłam na planszy, a naprzeciwko mnie Kanadyjka
walcząca niezwykle zacięcie - wiedziałam, że najważniejszy będzie początek walki.
Bardzo szybko objęłam prowadzenie 4:0 i tej przewagi już nie oddałam; całą walkę
prowadziłam wysoko a wynik ostateczny to 15:9.
W ten oto sposób dotarłam do finału!!! Marzyłam o wygranej. Dzieliła mnie już
tylko ostatnia walka z Vosu. Początek nie był taki jak w poprzednich pojedynkach,
po dwóch akcjach zwycięsko wyszła Vosu i to ona objęła prowadzenie 2:0. Ja jednak
nie załamałam się i jeszcze przed upływem pierwszej tercji wyrównałam na 2:2.
W kolejnych tercjach to ja byłam na prowadzeniu - i tak na ok. 40 sekund przed
końcem regulaminowego czasu walki prowadziłam 11:9. Estonka bardzo chciała wygrać
i tym razem to ona zdołała nadrobić dwa trafienia. O zwycięstwie zadecydowała
minuta dodatkowa. Wiedziałam, że nie mogę czekać na Estonkę mimo iż to ja wylosowałam
priorytet. Postanowiłam nie wahać się i pierwsza wykonać natarcie. Kiedy tylko
przeciwniczka zbliżyła się do mnie pewnie zadałam ostatnie
trafienie i mogłam
cieszyć się zwycięstwem!!!! Hurrrraaaa - zostałam
Mistrzynią Świata, a potem
mogłam usłyszeć upragnionego Mazurka Dąbrowskiego. Na podium nie obyło się bez
łez, wzruszyłam się bardzo, o tej chwili marzy każdy sportowiec... .